|
|
 |
|
|
 |
|
 |
 ID wpisu: 20288 / 4367

Mój dzisiejszy artykuł jest kontynuacją szkicu Trzeci migdał, zachęcam do przeczytania. Mam nadzieję, że objaśnię zainteresowanym rodzicom kilka interesujących ich kwestii, ponieważ wiem, że inaczej wygląda teoria a co innego wychodzi w praktyce.
 Pierwsza część artykułu.
Tak więc około 2 tygodnie przed planowanym terminem zabiegu, Młodsza miała zrobione wyniki. Z wynikami udałam się do pediatry, aby ten podpisał zgodę na wykonanie zabiegu w pełnym znieczuleniu. Wyniki, podpisana zgoda, teraz czas na konsultacje u anestezjologa. Tam ważenie, mierzenie, kilka dociekliwych pytań - można powiedzieć iż całą papierkową robotę mieliśmy za sobą. Rejestrując Młodszą na zabieg, dostaliśmy szczegółową listę rzeczy które mamy ze sobą zabrać. Ja oprócz piżamy i papci zapakowałam ciepłe skarpetki oraz szlafrok dziecka, mały ręcznik, chusteczki nawilżane i grubą książkę z bajkami. Punktualnie o 7.30 rano stawiliśmy się w rejestracji, stamtąd do depozytu ubrań i prosto na oddział laryngologiczny. Bardzo miła pani doktor zbadała Młodszą i skierowała nas do przydzielonej sali. Jak się później okazało na zabieg przyszło nam czekać prawie 5 godzin, które spędziliśmy na czytaniu bajek i naśmiewaniu się z córki. Mała dostała tabletkę uspokajającą po której śpiewała na całe gardło, śmiała się i generalnie opowiadała głupoty. Założono jej także wenflon i podano roztwór soli fizjologicznej. Po kilku godzinach zabrano ją na oddział operacyjny gdzie dostała znieczulenie ogólne dotchawiczne. Minęło ok.50 minut, gdy mogłam wejść na salę pooperacyjną, tam wybudzano ją po operacji. Po kwadransie została przewieziona na oddział laryngologiczny i położono ją do łóżka. Często zdarza się, ze dzieci wymiotują po narkozie, ale Młodsza czuła się dosyć dobrze i natychmiast zasnęła. Spała 4 godziny z krótkimi przerwami, na sprawdzenie czy na pewno przy niej siedzimy. Po kilku godzinach mogła wypić trochę wody, nie mdliło jej i dlatego dostaliśmy pozwolenie, na powrót w domowe pielesze.
Dla jednych to dzień jak każdy inny, dla mnie bardzo ważny i stresujący czas. Wierzę, że było warto narażać córkę na to wszystko, ponieważ mamy nadzieję iż przestanie chorować. Jestem dosyć wrażliwą osobą, łatwo się wzruszam i mocno przeżywam takie zdarzenia. Tym bardziej jestem z siebie dumna, że udało mi się nie pokazać Młodszej jak bardzo się o nią martwię. Na chwilę słabości pozwoliłam sobie dopiero gdy ją zabrano na blok operacyjny. Córka bała się i okazywała to od kilku dni. Wiedziała, że idzie do szpitala i jak w ogólnym zarysie, przebiegać będzie ten dzień - tak poradził nam lekarz.
Było, minęło, już jest dobrze - trzymam kciuki za wszystkich którzy mają takie przeżycia przed sobą. Zamieszczony artykuł jest w pełni autorski. Pochodzi z serwisu http://nasza-pociecha.pl/ - w przypadku przedruku proszę o umieszczenie informacji o źródle pochodzenia. |
|
|  |
| Słowa kluczowe: społeczeństwo, dzieci, dziecko w szpitalu |
 |
|
|
 |
|
|