Zaloguj się lub zarejestruj konto, notatnik
StartDodaj artykułMoje artykułyMoje kontoSzukajPomocKontakt

Kategorie

Strona PDFStrona HTMLPobierzDodaj do notatnika

Praca, bezrobocie, studia i ich sens



Franek Głowacki, ID wpisu: 17599 / 3789

Treści zamieszczone w artykule przybliżają polski rynek pracy. Można go również traktować jako krótki poradnik dotyczący wyboru studiów i drogi zawodowej.



Rynek pracy w Polsce jest, delikatnie mówiąc, ciężki. Każdy kto szukał pracy wie, że znalezienie porządnego, rozwojowego zatrudnienia często graniczy z cudem. Nie brakuje w naszym kraju dużych firm, które oferują ciekawą ścieżkę kariery, ale wymagania wydają się być wzięte z kosmosu, jak również konkurencja na takie stanowiska ogromna. Niejednokrotnie szukający muszą się zadowolić jakąkolwiek pracą, aby tylko związać koniec z końcem. Przecież trzeba za coś żyć. Istnieją w Polsce perspektywy niezłego zatrudnienia, ale sprawa jest nader skomplikowana. Poczynając od bezrobocia, aż po liczbę kształcących się w naszym kraju osób. Ale po kolei.

 

Według serwisu money.pl bezrobocie to zjawisko polegające na tym, że pewna część ludzi zdolnych do pracy, poszukujących pracy i akceptujących istniejący poziom wynagrodzenia nie znajduje zatrudnienia. Bezrobocie mierzone jest stopą bezrobocia, którą Główny Urząd Statystyczny definiuje jako procentowy udział liczby bezrobotnych w liczbie ludności aktywnej zawodowo. Wszystko pięknie i stopa bezrobocia utrzymywana na pewnym poziomie wpływa korzystnie na kondycję gospodarczą danego Państwa. W teorii jest to od 3 do 5% i nazywane jest także naturalną stopą bezrobocia. Konkurencja z założenia jest zdrowa. Problem pojawia się kiedy stopa bezrobocia osiąga większe wartości. Mniej pracujących osób to mniej pieniędzy w obrocie. Ludzie nie wydają pieniędzy, bo zwyczajnie ich nie mają. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest mniej pieniędzy odprowadzonych do kasy Państwa z tytułu podatków. Dalszymi, jeszcze gorszymi, skutkami bezrobocia jest pogłębiający się negatywny stan psychiczny ludzi pozostających bez zatrudnienia, począwszy od pesymizmu na fatalizmie i apatii kończąc. Według GUSu stopa bezrobocia w Polsce kształtuje się na poziomie 11,6%, ale w zależności od województwa jest to od 8,5% w Wielkopolsce, do nawet 18,5% w Warmińsko-mazurskim. Warto wspomnieć, że w sierpniu 2010 roku najniższa odnotowana stopa bezrobocia wynosiła 2,9% w województwie małopolskim. Wśród absolwentów wyższych uczelni wygląda to jeszcze gorzej i kształtuje się na poziomie około 20%, co przy liczbie studentów, która w 2011 roku wyniosła ponad 2mln jest ilością niebagatelną.

 

W takiej sytuacji pojawia się słuszne pytanie o sens studiowania. Otóż w moim odczuciu w Polsce jest zbyt wiele kształcących się osób. Nikomu nie odmawiam prawa do pogłębiania swojej wiedzy, ale w chwili obecnej nasz piękny kraj nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej ilości miejsc pracy adekwatnych do zdobytego wykształcenia. W takiej sytuacji absolwent musi podjąć pracę, która nie spełnia jego oczekiwań. I tutaj rodzi się całkowicie zrozumiała frustracja. Przecież można było podjąć to samo zatrudnienie bez 5 lat na wyższej uczelni, przepełnionych stresem, egzaminami i użeraniem się z niedowartościowanymi prowadzącymi. Jeśli natomiast delikwent chce zdobyć naprawdę dobrą pracę, oprócz zdobywania tytułu magistra musi podjąć trud zdobywania dodatkowych kwalifikacji np. językowych czy też pod postacią szkoleń i kursów. To tak naprawdę jedyna szansa. No chyba, że ktoś ma wysoko postawionych znajomych, ale to inna historia. Co zatem robić? Po pierwsze nie iść na studia tylko dlatego, że nie ma nic lepszego do roboty. To strata czasu i bardzo rzadko daje jakiekolwiek odpowiedzi. Naprawdę lepiej iść do pracy w firmie, która daje pewne, nawet niewielkie możliwości rozwoju i zacząć od byle jakiego stanowiska. Jeśli ktoś zaraz po maturze ma pomysł co chce robić w życiu niech odpowie sobie na pytanie czy może wykonywać ten zawód bez potrzeby studiowania tego na uczelni wyższej. Oczywiście nie można być prawnikiem czy lekarzem bez przejścia przez ten etap, ale jeśli ktoś chce być pisarzem czy finansistą to czasami wystarczą odpowiednie kursy i pracy własnej. W przypadku, gdy ktoś nie ma bladego pojęcia co chce robić w życiu polecam filologię. Najlepiej języka europejskiego, ale coś z gatunków tych egzotycznych jak niderlandzki czy węgierski. Ciągle mało popularny jest rosyjski, a już można zaobserwować zwiększone potrzeby na ludzi znających język naszych słowiańskich braci. Powiedziano mi kiedyś, że łatwiej nauczyć filologa podstaw księgowości, niż księgowego języka serbskiego. Podpisuje się pod tym obiema rękami i szczerze zachęcam do nauki języków. Filologów potrzebują wszędzie. Jeśli ktoś jednak chce iść na studia z interesującej go dziedziny radzę nie ograniczać wyłącznie do zajęć na uczelni. Czas wypełnić sobie dodatkowym kursem języka i raz do roku zdobywać jakiś certyfikat. Można to potraktować jako inwestycja na przyszłość. Powodzenia!

 Opcje
Wyślij wiadomość do użytkownika.
Zgłoś naruszenie lub poleć innym ten wpis.
Zobacz wszystkie wpisy tego użytkownika.
Edytuj lub usuń ten wpis.
Podbij lub wyróżnij ten wpis.
Dodanie: 27/09/2011 22:46, odsłony: 67