|
|
 |
|
|
 |
|
 |
 Michał Marciniak, ID wpisu: 9738 / 1387

Jak zawsze czyściła meble drewniane. Wrocław tętnił życiem, ale to było za oknem. Tu, w domu, było cicho i spokojnie. W sam raz na poranne sprzątanie. W sam raz na ucieczkę od hałasu, chaosu i wszechobecnego pędu.

Dobrze wiedziała, w jaki sposób zaopiekować się wyposażeniem powierzonego jej mieszkania. Znała dokładnie sposoby na utrzymanie w czystości parkietu, kafli łazienkowych czy kuchni. Wiedziała też doskonale co robić, żeby meble drewniane, których było tu mnóstwo, były przez lata jak nowe.Swoją pracę zaczęła kilka lat temu. Wcześniej uczyła dzieci w przedszkolu. Z roku na rok było jej coraz trudniej. Coraz gorzej radziła sobie z podopiecznymi. Miała zszargane nerwy i często, wracając do domu, miała łzy w oczach. Kiedy jeden z podopiecznych nazwał ją starą wiedźmą, nie wytrzymała. Ręka sama jej poleciała, grubo ponad trzydzieści lat doświadczenia przestało się liczyć. Na drugi dzień zjawili się rodzice. Dyrekcja przedszkola była wyrozumiała. Mogło skończyć się na zwolnieniu dyscyplinarnym i sprawie w sądzie. Pozwolili jej odejść na emeryturę.Teraz spokojnie przecierała meble drewniane Wrocław, miasto w których się wychowała, ale z którego nie pochodziła jakby nie zwracał na nią uwagi. Przecierała powoli powierzchnię drewna ściereczką uważając, żeby każdy zakamarek został wyczyszczony. Zdawała sobie sprawę, że potrzeba innych środków do czyszczenia powierzchni olejowanych, innych do woskowanych, a jeszcze innych do drewna bejcowanego. Pod ręką zawsze miała zestaw odpowiednich środków, tak żeby zminimalizować czas potrzebny na znalezienie właściwego.Lubiła to zajęcie. W tym domu czuła się bezpiecznie. Wysokie, stare mieszkanie kojarzyło się jej ze spokojem dziewiętnastowiecznych mieszczan, z tradycją sprzed upadku rodu Buddenbroków. Otaczające ją z każdej strony meble drewniane sprawiały wrażenie solidności i wieczności. Było chłodno, ale przytulnie. Tak, jak trzeba.Znalazła się tu po wyjściu ze szpitala. Dobrzy ludzie, znajomi jej opiekunki poszukiwali kogoś, kto mógłby zająć się ich domem w czasie, kiedy sami będą pracować w Brukseli. Na początku nie chciała. Co to za zajęcie, myślała. W końcu jednak zgodziła się namówiona przez opiekunkę społeczną. Wspólnie uznały, że takie zajęcie będzie dla niej najlepsze. W bezpiecznym otoczeniu, a jednocześnie na tyle zajmujące, żeby czas płynął szybko.Jak znalazła się w szpitalu? Przez depresję. Emerytura jej nie służyła. Całe życie z ludźmi, a potem - pustka. Swoich dzieci nie miała, tylko te przedszkolne. Rodzina - siostra i brat - od lat mieszkali zupełnie gdzie indziej zajęci swoimi sprawami. Został telewizor i użalanie nad sobą. A potem szpital.Była zadowolona, że mogła teraz wycierać te meble drewniane, te stoły z połyskiem, te półki i regały. Zajęcie mało ambitne, ale właśnie czegoś takiego było jej trzeba - cichej przystani po ciągłej walce. Tak, żeby wydarzenia za oknem działy się jakby gdzie indziej. Tak, żeby świat dał jej wreszcie spokój. |
|
|  |
| Słowa kluczowe: meble drewniane, emerytura, wrocław |
 |
|
|
 |
|
|