|
|
 |
|
|
 |
|
 |
 ID wpisu: 20368 / 4367

Kupiłam Młodszej książkę. Piękna, kolorowe ilustracje, twarda oprawa, cena okazyjna, bo na kiermaszu. Moje pierwsze opowiastki Manfreda Mai, krótkie historyjki na różne tematy, dla dzieci w każdym wieku. Kilka wieczorów z rzędu czytałyśmy o odwadze, przyjaźni, szkole, o wielkich i małych uczuciach.
 Aż tu nagle opowiastka Nigdy więcej - o smutku, o tematyce która mnie zaskoczyła, ponieważ nie spodziewałam się tego w książce dla małych dzieci, a Młodszą sprowokowała do zadawania pytań. Jakoś nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy z nią o śmierci. Temat trudny, zbyt mały zasób słów by go podjąć, a może po prostu zabobonny lęk drzemiący gdzieś w sercu - trudno powiedzieć. W trakcie czytania zbyt późno zorientowałam się, że finał będzie o śmierci zwierzątka. Zmiana tematu nie wchodziła w rachubę, córka jest czujna. Od razu domyśliła się w czym rzecz. Zapytała czy wszyscy umrzemy, dlaczego tak się dzieje, co później się z człowiekiem dzieje - nie wiedziałam, że 5 latka może tak formułować trudne pytania. Raczej rzadko zdarzają mi się chwile, w których brakuje mi słów - to była jedna z nich. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że łatwo nie będzie, a córka jako bardzo dociekliwa przedstawicielka swego gatunku nie da się zbyć półsłówkami. Zapytałam ją czy nie boi się rozmawiać o umieraniu, na co ona odpowiedziała, że chce wszystko wiedzieć bo ma prawie 6 lat i wcale się nie boi.
Rodzicom ciężko jest podjąć pewne tematy, zebrać myśli, lecz kiedy stanęłam naprzeciw jej oczekiwaniom pomyślałam, że najgorsze co mogę zrobić, to mówić półprawdę. Szczerze zaczęłam odpowiadać, trochę nieskładnie na początku, o tym co każdego z nas czeka w przyszłości. O tym, że pewne rzeczy są nieuchronne i nie mamy na ich przebieg absolutnie żadnego wpływu. Do rozmowy włączył się Starszy, to ciekawe jakie wnioski dzięki lekcjom religii, potrafił wyciągnąć i wyłuszczyć młodszej siostrze. Prawie 13- latek, jak sam o sobie mówi, jeszcze nie dorosły ale też już nie dziecko. Ciekaw świata, życia ale też gotowy do rozmów o sprawach odległych. Znowu zdałam sobie sprawę z tego, że jak ognia unikam użycia słowa śmierć. Ale oni oboje wcale nie mieli takich obiekcji, oczekiwali szczerych odpowiedzi na bardzo proste, w gruncie rzeczy, pytania.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób może się ze mną nie zgodzić. Może nie powinnam była dać się wciągnąć w tę rozmowę, z całą pewnością nie ostatnią tego typu. Jednak wierzę, że dobrze zrobiłam oswajając ją z takim trudnym tematem. Nie jest moim celem dawanie komuś gotowych recept, scenariuszy i dlatego nie piszę jak dokładnie przebiegła nasza rozmowa. Zresztą muszę się przyznać, że mało co pamiętam z tego wieczoru - szok mi pamięć wyczyścił. Wiem też, że akurat ten temat, jak mało który, jest uwarunkowany od czynników społecznych, religijnych, rodzinnych i osobistych, a z tym trudno polemizować. Zamieszczony artykuł jest w pełni autorski. Pochodzi z serwisu http://nasza-pociecha.pl/ - w przypadku przedruku proszę o umieszczenie informacji o źródle pochodzenia. |
|
|  |
| Słowa kluczowe: społeczeństwo, dzieci, rozmowy o śmierci |
 |
|
|
 |
|
|