|
|
 |
|
|
 |
|
 |
 Moody, ID wpisu: 20842 / 1578

Co jak co, ale branża zniczy to chyba ostatnia branża, w której można mówić o nowinkach czy nowych wynalazkach. A jednak nawet w tym jakże tradycyjnym biznesie od czasu do czasu coś się zmienia. Tym razem zmiany są całkiem spore, bo znicze elektryczne to produkt, który może zrewolucjonizować cały zniczowy interes.
 O co właściwie chodzi? Ano o znicze elektryczne, które jakieś 3 czy 4 lata temu pojawiły się w ofercie sprzedawców zniczy, a bez których dzisiaj wiele osób nie wyobraża sobie wizyty na cmentarzu - szczególnie zimą. Być może najwyższy czas zacząć mówić o zniczowej rewolucji.
Co ciekawe, chyba każdy, kto ma po raz pierwszy w ręku znicz elektryczny, przełomu raczej nie dostrzeże. Pod słowem "znicze elektryczne" kryje się bowiem bryła plastiku i kolorowa, świecąca dioda. Rozwiązanie bardzo proste, ale skutecznie eliminujące wszystkie niedogodności, z jakimi przez lata borykali się producenci zniczy.
Jakie niedogodności? Na przykład takie, że znicze palą się zbyt krótko, są zbyt drogie, a do tego niewygodne w odpalaniu, bo łatwo się oparzyć. Znicze elektryczne kłopoty te rozwiązują raz na zawsze - są trwałe (czas świecenia nawet do kilku miesięcy, bez względu na pogodę), tanie (5 - 8 złotych, w zależności od miejsca zakupu) i wygodne (bezpieczne i łatwe w odpalaniu, z możliwością łatwej wymiany baterii). Czy od znicza można oczekiwać czegoś więcej? Chyba nie.
Oczywiście znajdą się i tacy, którzy o zniczach elektrycznych nie chcą słyszeć. Najczęściej wymienianym argumentem w ich ustach, jest to, że znicze elektryczne są "sztuczne" i nie mają płomienia. A to przecież właśnie płomień ma być symbolem pamięci o zmarłych. Niby racja, ale z drugiej strony najważniejsza jest chyba sama wizyta i modlitwa przy grobie zmarłego, a to, co na nim ustawimy, ma już mniejsze znaczenie. |
|
|  |
|
|
 |
|
|